Start
Ślad carskich gwardzistów
Rafał Jabłoński, Życie Warszawy 26.06.2008.

Kiedy w 1915 roku Rosjanie opuścili stolicę, natychmiast zabrano się za usuwanie pozostałości po nich. Nie zrobiono tego do końca i jeszcze dziś możemy na nie trafić.

Zobacz także:

W Warszawie do dziś pełno jest budynków porosyjskich. Wtopione w krajobraz nie zwracają niczyjej uwagi. A szkoda, bo ich historia często jest bardzo ciekawa.

– To głównie obiekty koszarowe i magazynowe – opowiada nam dr Bogusław Perzyk, specjalista od fortyfikacji. – Bardzo łatwo je zidentyfikować. Były stawiane z dobrze wypalonej, czerwonej cegły. Przeważnie są jednopiętrowe, a ich niezbyt gładkie ściany zdobione są powysuwaną cegłą.Rosjanie przebywali w Warszawie bez przerwy przez 93 lata. Wznieśli cytadelę i kilkadziesiąt fortów, przez co w wielu miejscach rozwój miasta został wyhamowany – nie wolno było budować murowanych domów w promieniu strzału artyleryjskiego.

50 tysięcy pod bronią

Przez chwilę pozostały po nich ulice, np. Moskiewska czy Sankt petersburska, ale z nimi szybko się uporano, podobnie jak z pomnikami. Były też cerkwie. 12 zlikwidowano, a sześć kolejnych przekształcono na inne świątynie chrześcijańskie. Dwie z nich służyły dawniej jako garnizonowe. Jedna stała przy koszarach Kexholmskiego Pułku Gwardii (na tyłach obecnego MSW przy Puławskiej 2). Druga przy koszarach kawalerii na Szwoleżerów u zbiegu z Czerniakowską. W pierwszej jest teraz ewangelicki Zbór Wniebowstąpienia Pańskiego, w drugiej – katedra św. Ducha. Ta ostatnia takiej architektury, że nawet na pierwszy rzut oka wygląda jak cerkiew.

Przed 1914 rokiem średnio co 15. osoba spotkana na stołecznej ulicy była rosyjskim „sołdatem”. Tak przynajmniej wynika z "Geografii Militarnej Królestwa Polskiego" opracowanej przez Józefa Piłsudskiego. Mieliśmy w mieście gwardyjskie: cztery pułki piechoty, dwa kawalerii oraz brygadę artylerii. I mnóstwo innych oddziałów. W sumie ponad 50 tysięcy ludzi. To wszystko musiało gdzieś mieszkać i się żywić. Myliłby się jednak ktoś sądzący, że było to znienawidzone towarzystwo. Wręcz przeciwnie. Znany, przedwojenny varsavianista – Franciszek Galiński – pisał na przykład w „Gawędach o Warszawie”, że przy ogródku lokalu u zbiegu Marszałkowskiej i Koszykowej "grywała orkiestra gwardyjskiego pułku ułanów, uważana za najlepszą".

Z kolei Adam Dobroński w opracowaniu „Dyslokacja wojsk rosyjskich” stwierdził, iż „ludność czerpała dochody z wynajmu kwater, pomieszczeń magazynowych (...), a przede wszystkim z usług rzemieślniczych i dostaw produktów”. Ponadto gros zysków płynęło do kieszeni właścicieli fabryk zbrojeniowych, metalowych, włókienniczych”. Dość powiedzieć, że słynny Norblin produkował łuski artyleryjskie i karabinowe oraz elementy do wyrobu pocisków. Choć to dziś niezbyt polityczne stwierdzenie – miasto żyło z tego wojska.

Łatwe do rozpoznania

Poniżej Łazienek znajdowały się trzy zespoły koszar kawaleryjskich. Po kirasjerskich nie ma śladu (teraz stoją tam obiekty Legii), prawie nic nie ma po ułańskich (w rejonie Agrykoli), natomiast mnóstwo budynków (w tym i magazynowych) pozostało po koszarach huzarskich. Dlatego też domy z czerwonej cegły wytropimy na południe od ulicy 29 Listopada (po ostatniej wojnie stacjonowały tam Nadwiślańskie Jednostki MSW).

W górę skarpy mieliśmy koszary Litewskiego Pułku Gwardii przy ul. Litewskiej (rozebrano je), a pułk Kexholmski stacjonował tam, gdzie dziś znajduje się żandarmeria wojskowa i MSW. – Od strony Wiśniowej widać mnóstwo budynków mieszkalnych, stajni i obiektów magazynowych – dodaje dr Perzyk. – Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak dziś wyglądają te ostatnie, niech odwiedzi podwórze domu przy Wiśniowej 54 i spojrzy dwa metry za płot.Największe skupisko koszarowe było na Pradze przy 11 Listopada. U zbiegu tej ulicy i Starzyńskiego wytropić można (także przez ogrodzenie) nawet stare lodownie.

Pojedyncze budynki są przy Powązkowskiej bliżej Krasińskiego (były tam tzw. letnie baraki) oraz przy Nowowiejskiej (tam z kolei znajdowały się koszary artylerii). Mieliśmy też w mieście Mokotowskoje Wojennoje Pole, drugie takie na Powązkach, a nawet plac Broni (z budynkami) pomiędzy Stawkami a dzisiejszą Arkadią.

Powązki, Pragę i Wolę dosłownie naszpikowano warsztatami i magazynami. Według Adama Dobrońskiego, były tam też dwie wielkie piekarnie oraz trzy równie duże zakłady prowiantowe. No i olbrzymie stajnie. Sama brygada artylerii gwardii, mająca 72 działa, potrzebowała około tysiąca koni. A w mieście stacjonowały też dwa pułki jazdy gwardii i po jednym – kozaków dońskich, orenburskich oraz sotnie kozaków kubańskich (od Kubania, a nie od Kuby).

Ślady po nich wszystkich są jeszcze do wytropienia. Ponieważ w Internecie można łatwo znaleźć stare plany Warszawy, zachęcamy do zaopatrzenia się w nie i do wycieczek w teren oraz w przeszłość.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt