Start
Warszawa widziana z drugiej strony
Rafał Jabłoński, Życie Warszawy 17.07.2008. ostatnia aktualizacja: 27.07.2008.

Najdłuższy zbadany warszawski loch ma 330 metrów. W pierwotnej wersji, gdy prowadził z fosy Cytadeli do fortu na pl. Inwalidów, był o 30 metrów dłuższy.

Zobacz także:

Po rozbiórce fortu na placu Inwalidów końcówkę tunelu zasypano, przez co został on skrócony. Dziś jest w fatalnym stanie – przy wejściu stoi woda, dalej ktoś, budując willę, rozbił część sklepienia, a ostatnio przebito się do tunelu z pobliskiej piwnicy. Szkoda, gdyż jest to ponad 140-letni obiekt, który nie miał szczęścia do miejskich konserwatorów, którzy nigdy nie zdecydowali się na wpisanie go do rejestru zabytków.

Fort niespodzianek

Jedynym miejscem w stolicy, w którym znajduje się zbiorowisko lochów, jest Fort Legionów koło wytwórni Papierów Wartościowych przy ulicy Sanguszki. Na zapleczu stacji benzynowej stoi ceglana baszta artyleryjska wzniesiona przez Rosjan w połowie XIX wieku.

– Po ostatniej wojnie zajmowało ją wojsko i pewnie dlatego podziemia nie zostały zdewastowane przez okolicznych wandali – mówi nam Zbigniew Rekuć z Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji.

Żeby obejrzeć lochy, należy zejść na drugie piętro piwnic i przez małe wejście dostać się do tuneli. Kiedyś prowadziły one na zaplecze stanowisk artyleryjskich, strzegących brzegu Wisły i mostu kolejowego.

Rekuć wraz z grupą entuzjastów odkopał różne korytarzyki, tunele wentylacyjne, a ostatnio murowaną fosę przed fortem. Cały kompleks nadaje się już do zwiedzania. W rejonie Fortu Legionów jest też zagadkowe zapadlisko, pod którym znajduje się prawdopodobnie studnia. A domniemanie pochodzi stąd, że ziemia obsuwa się tam na planie dokładnego koła. Niebawem podjęta zostanie próba dostania się do środka.

Gdzieś pod ziemią...

– Podczas okupacji mieszkałem przy ulicy Krajewskiego, koło Cytadeli. W pobliżu torów kolejowych odkryliśmy wejście do lochu. Latem 1942 roku weszliśmy tam – natrafiliśmy na korytarz, który miał odnogi, tunele rozchodziły się i były liczne zamurowania – taką relację złożył mi Bogusław Sokołowski, który w połowie lat 70. zgłosił się do redakcji „Kuriera Polskiego“, w której wówczas pracowałem.

Miał to być tunel biegnący wzdłuż Wisły w kierunku Starego Miasta. Podobno po drodze była studnia... W każdym razie do dziś nikt tam się już nie zapuścił. Jedynie przed laty tę opowieść potwierdził mi Stanisław Olszewski, który w marcu 1960 roku budował trasę prowadzącą do mostu Gdańskiego. – Kładąc przewody, natrafiliśmy na tunel z cegły, który z trudem został rozbity. Miał wymiary około dwa na dwa metry. Pamiętam, że dochodził do jakiejś studni.

Zbigniew Rekuć z TPF wątpi, by takie tunele rzeczywiście istniały, gdyż nawet w rosyjskich archiwach nie udało się trafić na ślad jakichkolwiek informacji na ten temat. – Ale kto wie – dodaje. – Może w końcu dokopiemy się do czegoś?

Do tej pory nie dokopano się też do rzekomego tunelu łączącego warszawską Cytadelę z ul. Modlińską. Istnieją co prawda jakieś relacje i zeznania rosyjskich jeńców z początku I wojny światowej, ale nie zostały one potwierdzone.

Na różne przejścia i podziemne komory można natrafić niemal we wszystkich fortach otaczających stolicę. Z reguły jednak są to bardzo krótkie odcinki. Część z tych fortów jest opuszczona i można tam bez większych obaw pobuszować.

Szwedzi w Warszawie

Zainteresowanie stołecznymi podziemiami zaczęło się po opublikowaniu w 1901 roku książki Walerego Przyborowskiego "Szwedzi w Warszawie". Opowieść powstała na kanwie odkrycia kanału prowadzącego z Zamku Królewskiego ku Wiśle. Jak później ustalono, była to jedyna droga pozbywania się zamkowych nieczystości – prawdę mówiąc, żadna sensacja. Jednak jest to chyba najstarszy stołeczny loch; jedni datują go na koniec XVII wieku, inni na początek XVIII. Dziś czasami bywa udostępniany turystom.

Na Starym Mieście odnaleziono (przeważnie pod koniec XIX wieku) jeszcze kilka innych dawnych kanałów i zapomnianych piwnic, ale nie ma do nich dostępu. Jedynym śladem są krótkie notatki prasowe.

I na koniec o bardzo ciekawym odkryciu, jakiego dokonano w 1914 roku na tyłach kościoła św. Anny. Wtedy to ulice biegły nieco inaczej niż dziś. Między ulicami Źródłową a Maryensztad (tak się wówczas pisało) wykopano kamienną kopułę wysoką na około pięć metrów i podobnej szerokości. Prowadziło do niej wejście z piwnic sąsiedniego budynku.

Nikt nie ustalił jednak, czy to była dawna studnia, czy też fragment bardzo starych fortyfikacji. Zaczęto więc grzebać w dawnych papierach i natrafiono na relacje, iż w tym rejonie znajdowało się źródło publiczne. Co zrobiono z kopułą? Według jednych relacji – rozbito ją, według innych – zasypano. Dokładnie nie wiadomo, bo po dwóch tygodniach od odkrycia wybuchła I wojna światowa.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt