Start arrow Start arrow Prasówka arrow Życie Warszawy arrow Atomowy bunkier
Atomowy bunkier
Rafał Jabłoński, Piotr Strzałkowski - życie Warszawy 13.10.2005. ostatnia aktualizacja: 20.02.2008.
Na pancernych drzwiach namalowano znaki ostrzegające o promieniowaniu. Tymczasem licznik Geigera milczy. Wchodzimy więc do podziemi jednego z najtajniejszych obiektów PRL.
Schody wiodą w dół. Naokoło pełno kawałków metalu. Jedno piętro, drugie..., korytarz... Dlaczego ostrzegano przed promieniowaniem? Nie wiemy. W żadnym pomieszczeniu nie ma podwyższonej radioaktywności. Naraz w niewielkiej sali natykamy się na dwa ogromne motory Diesla. Na tabliczce znamionowej napis: „silnik Wola DSRG, data wykonania 1962 rok, moc 160 KM”. To napęd generatorów, których prąd oświetlał wszystkie pomieszczenia. – Z dokumentów wynika, że 12 kwietnia 1962 roku resort leśnictwa przekazał wojsku jeden hektar lasu na potrzeby obronne i dodatkowo wokoło 10 hektarów – celem zachowania tajemnicy – mówi Andrzej Nocoń, wicedyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego. – Zaraz potem zaczęto budowę. Jesteśmy kilkanaście metrów pod ziemią, nad nami grube stropy betonowe, a wyżej szumi las. – Tak na dobrą sprawę nie wiadomo, co się tutaj znajdowało – dodaje. – W przekazanej nam dokumentacji figuruje tylko, że to obiekt obronny. Podobno było to zapasowe centrum dowodzenia obrony przeciwlotniczej kraju. Inni mówili, że to jeden ze schronów dowództwa wojsk Układu Warszawskiego. Ten obiekt nie został ulokowany z dala od miast, tylko ledwie kilka kilometrów na północ od Warszawy. Na jego ślad natrafił przypadkiem Tadeusz Rembelski, trenujący w Puszczy Kampinoskiej biegi długodystansowe. Opowiedział nam o nim. Teraz stoi obok i przyświeca latarką. – Popatrzcie – mówi – tu są jakieś napisy. W dużej podziemnej hali, wokół której na piętrze biegnie galeryjka, widać resztki plansz – „Sytuacja ogólna i dalekie rozpoznanie”, „Charakterystyka celów i działań bojowych”, „Gotowości bojowe”. – Tu była sala taktyczna – uważa dyrektor Nocoń. – To wszystko mogło jeszcze działać kilka lat temu. Kiedy przed dwoma laty przejmowaliśmy obiekt, łącza były podłączone do linii wojskowej i przyjechali żołnierze, żeby je zdemontować. Szaber Przechodzimy do kolejnych pomieszczeń. Wszędzie ślady szabru. Pozrywane kable, szczątki urządzeń. Jeden z silników Diesla ma nawet zdemontowaną głowicę. – Była z aluminium, to pewnie zabrano ją na złom – domyśla się Tadeusz Rembelski. – Dlaczego nie pilnujecie tego? – pytamy. Andrzej Nocoń wyjaśnia, że żadne z tych urządzeń nie ma wartości. – Są wyeksploatowane i koszty demontażu się nie zwrócą. A zbieracze złomu zabierają nawet przegniłe kaloryfery. Kiedyś wyposażenie było szczytem socjalistycznej gospodarki. Teraz widać, jaka to tandeta – wykładziny odpadają od ścian, płytki wygłuszające rozpadają się, a stoliki tak marne, że nadają się tylko na lady bazarowe. To techniczny skansen końca lat sześćdziesiątych. Podobno kiedyś przyjeżdżał tu marszałek sowiecki Kulikow, bywał generał Jaruzelski. Ale przed dwudziestu laty wojsko przestało wykorzystywać ten obiekt jako centrum dowodzenia. Próbowało go rozbudowywać, lecz w połowie lat osiemdziesiątych przerwało prace. Z tego okresu pozostało mnóstwo niezamontowanych elementów żelbetowych, kawałków ścian, stropów, a nawet fragmentów wentylacji. Początkowo pilnowali ich wartownicy, a potem dozorcy zatrudniani przez wojsko. Teraz – nikt. żeby nie dopuścić postronnych ludzi do podziemi, zaspawano drzwi. Szabrownicy przecięli zamki i zawiasy. – Oni wchodzą nocą i wynoszą, co się da – opowiada Tadeusz Rembelski, który kiedyś wieczorem widział ekipę poszukiwaczy złomu idącą do w kierunku bunkrów. – Wyglądało to upiornie: zapadająca noc, środek lasu, najbliższy dom kilka kilometrów stąd, a tu grupa facetów znika w podziemnych korytarzach. W tunelach pozostały po nich ślady – lampki nagrobkowe, którymi sobie przyświecali, oraz puszki po piwie Harnaś, spijane pewnie dla kurażu. Bo w podziemiach panuje niepokojąca atmosfera. Cały czas zaglądamy za załomy muru i niepodmykane drzwi – czy aby tam nikogo nie ma? Atomowy bunkier jest idealną kryjówką dla uciekinierów z więzień. Niechciany prezent Wychodzimy na powierzchnię. Wokoło cisza – to środek Puszczy Kampinoskiej. – Przed półwiekiem musieliśmy oddać ten teren, bo został wydzielony na specjalne cele obronne – opowiada dyrektor KPN Jerzy Misiak. – Takie było prawo. I musieliśmy przyjąć z powrotem, bo leży w granicach parku narodowego. Gdyby NATO zakwalifikowało obiekt jako przydatny, to armia nie oddałaby go nam. Z protokołu przekazania wynika, że wojsko pozbyło się „Kompleksu numer 7215 o powierzchni jednego hektara (oddając) trzy obiekty budowlane o łącznej kubaturze 18,5 tysiąca metrów sześciennych i powierzchni użytkowej 3 800 metrów kwadratowych”. Według dyrektora Misiaka, podziemny bunkier ma prawie 600 metrów kwadratowych powierzchni, a znajdująca się obok olbrzymia podziemna hala – cztery razy tyle. Jej budowę zaczęto na początku lat 80., ale nigdy nie skończono. Jest tak wielka, że można by po niej samochodem jeździć. Nie zasypano jej od góry, widać strop i kanały wentylacyjne. Tymczasem położonego obok podziemnego bunkra dowodzenia nie widać. – Maskuje go budynek gospodarczy podobny do garażu, a stojąca obok szkoła, taka typowa tysiąclatka sprzed prawie półwieku, nie jest żadną szkołą – pokazuje Andrzej Nocoń – To koszary. Podziemnym korytarzem przechodzi się z niej do bunkra. Cały ten zespół połączony był z systemem łączności wojska za pomocą kabli. Teraz są one wykopywane przez handlarzy złomu. Co kilka metrów widać doły, w których przewody były przecinane i wyciągane na powierzchnię. – Początkowo wyrywali kabel energetyczny – opowiada Andrzej Nocoń. – Ale potem zorientowali się, że pół metra niżej biegnie jeszcze jeden, łącznościowy. Na pytanie, czy ta dewastacja nie przeraża, dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego mówi, że nic nie może zrobić. – Zostaliśmy zaskoczeni oddaniem. Gdybym wcześniej wiedział, że to wróci do KPN, to może zamiast budować nowy obiekt w Izabelinie, przeznaczylibyśmy koszary na cele edukacyjne. Ale stało się inaczej. W tej chwili park nie ma możliwości zagospodarowania tego, bo obiekt jest całkowicie wyeksploatowany. Ma około 40 lat, wszystkie instalacje są przestarzałe. Dobra jest tylko konstrukcja budynków. Brak chętnych Dyrekcja trzykrotnie ogłaszała, że szuka chętnych do przejęcia go. Zwracała się do straży pożarnej, banków, policji, a nawet wojska. Na magazyny specjalne, bazę szkoleniową lub strzelnicę. – W wielkiej hali można by zrobić strzelnicę podziemną o długości, jakiej w Europie nikt nie ma – uważa Andrzej Nocoń. – Wielu jest zainteresowanych, ale kiedy dochodzi do konkretnych rozmów, ich szefów już to nie interesuje. Podchodzi do nas starszy mężczyzna. Wyjaśnia, że mieszka kilka kilometrów dalej. Przyszedł na szaber czy na grzyby? Nieważne. Grunt, że opowiada historię sprzed lat, kiedy to wieczorem znalazł się koło płotu, wyszedł na ścieżkę i naraz zapaliło się kilka silnych reflektorów. Wojsko zainstalowało tam najnowsze wówczas systemy ochronne. Jaki będzie los tego miejsca? Przedstawiciele dyrekcji KPN rozkładają ręce. Zastanawiają się, czy przypadkiem całego kompleksu podziemnych bunkrów nie zawalić piachem. Ale sami nie są w stanie tego zrobić. Od chwili przejęcia obiektu nie dostali na zabezpieczenie ani grosza. Opuszczamy najtajniejsze niegdyś miejsce Puszczy Kampinoskiej. Następnego dnia spotykamy się z emerytowanym oficerem Sztabu Generalnego. Potwierdza, że przed 1989 rokiem były u nas takie schrony. Ich znaczenie zmalało, gdy NATO zaczęło posługiwać się satelitami szpiegowskimi. A radioaktywność? Ostrzeżenia na drzwiach? – W każdym podziemnym obiekcie była śluza – dodaje. – Na zewnątrz miała się toczyć wojna jądrowa, więc żołnierze wchodzący do podziemi musieli dokonywać dezaktywacji kombinezonów. Skontaktowaliśmy się też z Agencją Mienia Wojskowego. Jeden z najstarszych pracowników przypomniał sobie, że w Puszczy Kampinoskiej był tajny punkt dowodzenia na wypadek wojny atmowej. Na wierzchu udawał stację meteorologiczną. Bunkier odwiedziliśmy w niedzielę. W środę zadzwonił do nas dyrektor Nocoń. Szabrownicy zdemontowali głowicę z drugiego silnika Diesla.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt