Start arrow Start arrow Prasówka arrow Super Express arrow Poddać się? Nigdy w życiu!
Poddać się? Nigdy w życiu!
EDYTA KARCZMARSKA 14.12.2000. ostatnia aktualizacja: 28.03.2008.
- My o zagrożeniu, dioksynach i innych truciznach. A dziadek: - Kto wziął pieniądze za tę spalarnię?

- My o zagrożeniu, dioksynach i innych truciznach. A dziadek: - Kto wziął pieniądze za tę spalarnię?

Nie blokowała dróg, nie przykuwała się do ogrodzenia, niczego nie zniszczyła. Składała tylko pisma. Skutecznie. Bożena Paradzińska, rolniczka z Zakroczymia, wstrzymała budowę zakładu utylizacji odpadów. Teraz inwestor żąda od niej 3 mln 773 tys. zł odszkodowania. Sprawa trafiła do sądu.

Według zarzutów spółki Carolinex, która chciała w Zakroczymiu wybudować spalarnię odpadów niebezpiecznych - ta drobna, sympatycznie wyglądająca kobieta dopuściła się rzeczy strasznej: \"świadomie i umyślnie wywierała skuteczną presję na władze gminy Zakroczym, co doprowadziło do zablokowania budowy zakładu utylizacji odpadów\". - To prawda - mówi Paradzińska. - Działałam jak najbardziej umyślnie. A że skutecznie? Chwała Bogu! - Nikogo nie terroryzowaliśmy, nic nie zniszczyliśmy - dodaje. - Działaliśmy zgodnie z prawem: wojnę stoczyliśmy na papierki i pisma.

Grom z jasnego nieba

Paradzińska mieszka przy trasie Warszawa - Gdańsk. Pewnego dnia zaniepokoił ją widok buldożerów równających teren na 4-hektarowej działce nieopodal jej domu. \"Co się tu dzieje\" - pomyślała. Do sierpnia 1999 r. komunalna działka leżała odłogiem. Przylatywały tu tylko ptaszyska z wysypiska śmieci.

Ona i sąsiedzi zaczęli dociekać - kto i co tam buduje. Każdy chce wiedzieć, co wyrasta mu tuż za płotem. - No i wyszło na jaw, że zarząd miasta sprzedał po cichu tę ziemię Carolinexowi - opowiada kobieta. - I, że inwestor chce tu spalać odpady niebezpieczne!

To był szok.

- Wśród zakroczymian zawrzało. Nawet radni otwierali szeroko oczy ze zdumienia - opowiada Maria Ziółkowska, radna. - Teren przeznaczony był pod budowę zakładu utylizacji naszych odpadów komunalnych. Ale odpady niebezpieczne to całkiem inna sprawa! To odpady poszpitalne, smoły, kleje, wycieki ropy naftowej i inne trucizny! Zgroza.

Co z naszą marchewką?!

Zakroczym jest specyficznym miastem: domy w centrum, pola uprawne wokół. Z rolnictwa utrzymuje się tu 80 proc. mieszkańców: 5600 osób. Sieją cebulę, pomidory, ogórki, sadzą truskawki i uprawiają porzeczki. Leopold Bogdański sprzedaje marchewkę aż do Opola, dla firmy, która produkuje soczki dla niemowląt.

- Opłaca się im wozić jarzynę, bo u nas teren czysty ekologicznie. Marchewka z Zakroczymia nie ma ołowiu i innych metali ciężkich. A chcą nam zafundować spalarnię. Kto wtedy kupi od nas uprawy? - oburza się.

Postanowili coś zrobić. Ale co? Rzucać się pod buldożery? Niepoważne. Negocjacje z inwestorem? Carolinex nie chciał gadać. A powinno być legalnie i demokratycznie. Założyli więc Społeczny Komitet na rzecz Zdrowego Zakroczymia. Przewodniczącą została Bożena Paradzińska.

- Zebraliśmy 1500 podpisów pod protestem przeciwko budowie zakładu utylizacji, który złożyliśmy w radzie miasta. Wtedy, latem 1999, sądziliśmy, że to wystarczy. Po prostu: społeczność się nie zgadza, więc utylizacji nie będzie - wspomina Paradzińska. - Ale się przeliczyliśmy. Były przewodniczący rady miejskiej tak długo zwoływał sesję, aż w końcu minął termin na unieważnienie aktu sprzedaży.

Carolinex mógł budować.

Akcja uświadamiająca

Poddać się? Nigdy w życiu! Ale było jasne, że bez prawnika nic nie wskórają. Przez gąszcz przepisów o ochronie środowiska, odpadach i prawie samorządowym pomagało im się przedrzeć kilku mecenasów. - Wydaliśmy na adwokatów majątek. Wszyscy dawali pieniądze - mówi przewodnicząca.

Postanowili też przeprowadzić akcję uświadamiającą wśród mieszkańców i radnych. Wytłumaczyć: dlaczego spalanie odpadów niebezpiecznych jest groźne. - Sam nie wiem, o czyje poparcie było trudniej: radnych czy ludzi - wspomina jeden z członków komitetu. - Pamiętam jedno ze spotkań. Zaprosiliśmy ekologa. On o dioksynach i innych truciznach, a ludzie siedzą i patrzą. żadnej dyskusji, pytań. W końcu odzywa się dziadek o lasce: \"Jo sie pytam, kto wzioł za te spalarnie pieniądze? Ty?\" - spojrzał na burmistrza. Burmistrz zażartował: \"Ja\". Na to dziadek \"Aha\". I ludzie się rozeszli. Ale, krok po kroku, komitet przeciągnął mieszkańców na swoją stronę.

Trudna droga demokracji

Ile to mieli kłopotów, by cokolwiek dowiedzieć się o technologii utylizacji śmieci. Ile zabiegów, by dotrzeć do dokumentów.

- Chodziliśmy po urzędach i wypraszaliśmy o papiery. Jeśli nie udało nam się skserować, robiliśmy notatki.

Szukali sojuszników: Kilka firm spożywczych także złożyło protesty przeciw zakładowi utylizacji. Dotarli do Ministerstwa Ochrony Środowiska. Minister Antoni Tokarczuk i wiceminister Janusz Radziejowski potwierdzili to, co mieszkańcy wcześniej przeczuwali: inwestycja Carolinexu należy do szczególnie niebezpiecznych dla ludzi i środowiska. I, zgodnie z prawem, nie może być zlokalizowana w granicach administracyjnych miasta!

Mieszkańcy zwrócili się do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Dostali odpowiedź: teren, na którym ma powstać spalarnia, to najwyższy punkt na Mazowszu. Ścieki będą spływać do Wisły. Carolinex argumentował: Wiśle to nie zaszkodzi, woda w rzece i tak jest już poza klasami czystości. - Tyle tylko, że nim tam dotrze, musi przejść przez rezerwaty Zakole Zakroczymskie i Wikliny Wiślane - podkreśla Andrzej Kraśniewski z komitetu. - A tam są gniazda orła bielika i żeremia bobrów.

Detektywi

Członkowie komitetu, niczym wytrawni detektywi, sprawdzali każdy ślad i wątek wiążące się z niechcianą spalarnią. Nagle ujrzeli nowy problem: co będzie z popiołami po spaleniu tych niebezpiecznych odpadów?

- Z projektu wynikało, że popioły po \"zwykłych\" odpadach będą dodawane do bloczków betonowych na budowy. Te po niebezpiecznych - zamykane w szczelnych pojemnikach - mówi Henryk Ruszczyk, obecny burmistrz Zakroczymia, który sprzyja działaniom komitetu. - Ale projekt nie wyjaśniał, gdzie je chcą składować.

Mieszkańcy Zakroczymia mieli swoje podejrzenia: W pobliskich fortach! - W czasie II wojny Niemcy trzymali tam więźniów. Katakumby mają trzy poziomy pod ziemią. Zauważyliśmy, że dzierżawca zaczął sprzątać teren przylegający do działki Carolinexu - opowiada Paradzińska.

Komitet zwrócił się do wojewódzkiego konserwatora zabytków. 24 stycznia tego roku forty w Zakroczymiu zostały wpisane do rejestru zabytków! Już nikt tam niczego nie złoży!

Koniec wojny?

Aby wygrać wojnę, do swoich racji trzeba było przekonać radnych. Ludzie z komitetu dostarczali im wszystkie opinie i ekspertyzy. Namawiali, by zmienili plan zagospodarowania przestrzennego. Wtedy ani Carolinex, ani nikt inny nie wybuduje w mieście zakładu utylizacji. Udało się! Za zmianą głosowali wszyscy radni. Nawet Jan Serwatka, który jako burmistrz sprzedał teren spółce Carolinex.

- Nie jestem przywiązany do żadnej technologii - tłumaczy Serwatka, któremu komitet \"pomógł\" zlecieć ze stołka.

Obecny burmistrz Henryk Ruszczyk: - Radni głosowali jak chcieli. Uznali: inwestycja nie jest korzystna dla gminy. Nie chcemy tu tej spalarni!

Carolinex od uchwały rady miejskiej Zakroczymia odwołał się do NSA. Jednocześnie zaskarżył Bożenę Paradzińską o odszkodowanie.- Nie wiem, dlaczego żądają akurat 3 mln 773 tys. zł - śmieje się kobieta. - Równie dobrze mogliby domagać się dziesięć razy tyle: sąd zwolnił ich z opłaty sądowej - okrągłych 100 tys. zł. Pierwsza rozprawa odbyła się 4 grudnia.

Nasza Bożena

Mieszkańcom Zakroczymia podoba się skuteczność Paradzińskiej. Trzy tygodnie temu wybrali ją na radną. Dostała 101 głosów, a jej przeciwnik - 48. Gdyby musiała zapłacić odszkodowanie, jakiego domaga się Carolinex, ona, mąż i pięcioro dzieci znaleźliby się na wiejskim trakcie. Straciłaby 10-hektarowe gospodarstwo, piętrowy dom, maszyny rolnicze, samochód, a i tak ciągle byłaby dłużnikiem Carolinexu. A wszystko przez demokratyczną, papierową wojnę.

Chcieli spalarni, nie mają pieniędzy?

Każdy, kto czuje się pokrzywdzony, może wnieść do sądu pozew i zażądać dowolnego odszkodowania. Jedyną barierą przeciwko nonsensownym roszczeniom jest opłata wpisowa, wynosząca, w zależności od wysokości roszczenia, od 8 do 5 procent żądanej kwoty odszkodowania (nie więcej jednak niż 100 tys. zł). Np. kiedy prezydent Aleksander Kwaśniewski zażądał od dziennika \"życie\" 2,5 mln zł odszkodowania, musiał wpłacić 100 tys. zł wpisowego.

Jednak sąd zwolnił spółkę Carolinex z opłaty wpisowej, która w tym przypadku wyniosłaby 100 tys. zł. Dlaczego?

Według Ireny Kudiury, rzecznika Sądu Okręgowego w Warszawie, spółka wykazała, że nie ma pieniędzy, w związku z czym sąd skorzystał z przewidzianej prawem możliwości zwolnienia od opłaty wstępnej.

PS. Stanowisko Carolinexu przedstawiliśmy na podstawie dostępnych nam dokumentów. Mimo telefonów, faksów z pytaniami i osobistych wizyt - nikt z zarządu spółki nie chciał rozmawiać.

 
następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt