Start arrow Start arrow Prasówka arrow Rzeczpospolita arrow Z Bemowa do Chrzanowa
Z Bemowa do Chrzanowa
Anna Kamińska, Jacek Krzemiński 29.12.2003.
Wpisany do rejestru zabytków Fort Chrzanów na Bemowie, jeden z najcenniejszych obiektów XIX-wiecznej Twierdzy Warszawa, tonie w śmieciach i niszczeje. Zabytek od dwóch lat jest w rękach prywatnego właściciela, który mial go wyremontować i urządzić tu m.in. kompleks rekreacyjno-sportowy dla mieszkańców dzielnicy. Właściciel nie zrobił nic. Ostatnio wynajął fort fundacji, której zarzucano... dewastowanie innego obiektu fortecznego.

Fort Chrzanów z zewnątrz wygląda na enklawę spokoju i zieleni, idealne miejsce na centrum rekreacyjne. W środku, do którego może wejść każdy, jest już dużo gorzej. Dawne koszary, z napisem na ścianie \"lumpy the best\", wyglądają, jakby przeszła przez nie trąba powietrzna. Wszędzie walają się śmieci, potłuczone szyby, powyrywane okna i drzwi. Tuż obok koszar straszą zgliszcza po dwóch spalonych budowlach. Ludzie mieszkający w sąsiedztwie fortu mówią, że grasują tu podejrzane typy, niszcząc i szabrując, co się da.

Wielkie plany

- Gdy kilka lat temu gmina sprzedawała Fort Chrzanów, nabywca, czyli firma Mak-Dom, zobowiązał się w umowie, że go zabezpieczy i odrestauruje - mówi Grzegorz Ociesa, były bemowski radny. - Mak-Dom zakupił też ponad 2,5 hektara gruntu przyległego do fortu, na którym miał postawić osiedle. Za wszystko zapłacił wyjątkowo niską cenę, bo zobowiązał się, że w części Fortu Chrzanów zbuduje obiekty rekreacyjno-sportowe dostępne dla wszystkich.

W planach, którymi Mak-Dom skusił gminę, był hotel, basen, największa sala konferencyjna w Warszawie, restauracja i parking podziemny. W umowie było też zobowiązanie, że prace budowlane rozpoczną się w ciągu dwóch lat. Te dwa lata upłynęły 6 grudnia. W tym czasie w forcie nic się nie zmieniło. Nowy właściciel niczego nie uporządkował ani nie zabezpieczył. Nie postawił też ochroniarzy, bo uznał, że jest to zbyt kosztowne.

Mak-Dom zrzuca winę za to wszystko na brak... kolektora ściekowego na ulicy Połczyńskiej. Chodzi o to, że firma chciała zacząć całą inwestycję od osiedla przy forcie. Gdy zaś wystąpiła o decyzję o warunkach zabudowy, okazało się, że jest problem z dostępem do kanalizacji. Mak-Dom nie miał gdzie się podłączyć. Powiedziano mu, że może podłączyć się tylko do kolektora ściekowego na ulicy Połczyńskiej, którego nie było. Ale miał być wybudowany - jak zapewniali gminni urzędnicy - było już nawet pozwolenie na budowę. Jednak po ostatnich wyborach samorządowych sprawa trafiła do Urzędu Miasta. Tam utknęła. Do dziś nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy prace przy kolektorze ruszą.

Artur Staszkiewicz, wiceprezes Mak-Domu, tłumaczy, że jego firma nie może sobie pozwolić na rozpoczęcie budowy osiedla i inwestycji w forcie, nie mając zapewnionego dostępu do kanalizacji.

Złe wspomnienia

Czy to znaczy, że Fort Chrzanów będzie niszczał w nieskończoność? Artur Staszkiewicz zapewnia, że nie. Gdy okazało się, że jest problem z kanalizacją, firma zaczęła szukać zainteresowanego wynajęciem obiektu na jakiś czas (chodziło o to, żeby ktoś tam był i pilnował terenu). Znalazła Fundację Historii i Sztuce, która zadeklarowała, że uporządkuje fort i urządzi w nim centrum historyczno-kulturalne.

Kilka tygodni temu Mak-Dom podpisał z ową fundacją umowę bezpłatnego użyczenia Fortu Chrzanów. Fundacja zapowiada, że lada dzień rozpocznie tam pierwsze prace.

Byłby to szczęśliwy finał, gdyby nie fakt, że organizacja ta opiekowała się już kiedyś Fortem Bema i pozostawiła po sobie jak najgorsze wspomnienia. Wiesław Podgórski, jeden z liderów i twórców fundacji, urządził tam ze wspólnikiem karczmę. Wyrzuciła ich stamtąd gmina. Urzędnicy zarzucali im, że nielegalnie zajmowali fort i handlowali alkoholem bez zezwolenia. - Próbowaliśmy się ich pozbyć na różne sposoby - wspomina Stanisław Pawełczyk, wiceburmistrz Bemowa. - Nawet przez sanepid, bo działali bez wody i kanalizacji. Wtedy zaczęli udawać badaczy i zarejestrowali się jako Fundacja Historii i Sztuce. Piotr Molski, konsultant ds. fortyfikacji mazowieckiego konserwatora zabytków, też nie ma dobrego zdania o tej fundacji. Twierdzi, że to, co robiła w Forcie Bema, nie miało nic wspólnego z przestrzeganiem zasad konserwatorskich. - Gdyby posiedzieli tam jeszcze parę lat, pewnie całkiem by ten fort zdewastowali - mówi.

Fuszerka

Oburzone jest również Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji. - Oni zamienili Fort Bema w jarmark i śmietnisko - mówi Stefan Fuglewicz, prezes warszawskiego oddziału TPE - Najgorsze jest to, że niszczyli zabytkowe koszary, samowolnie wybijając dziury w ścianach i dokonując róznych przeróbek. Nie przyszło im nawet do głowy, żeby skonsultować z konserwatorem zabytków. Obawiam się niestety, że w Forcie Chrzanów będą się zachowywac podobnie.

Wiesław Podgórski i Anna Sowińska, liderzy Fundacji Historii i Sztuce, twierdzą, że zarzuty te są bezpodstawne. Ale odmawiaja komentarza.

Artur Staszkiewicz uspokaja, że wszystkie działania fundacji w Forcie Chrzanów będą utrzymywane pod kontrolą. Zapewnia, że w umowie z fundacją są zabezpieczenia, które nie pozwolą jej prowadzić w forcie jakichkolwiek prac budowlanych bez uzgodnienia z Mak-Domem i konserwatorem. Jeśli fundacja zrobi coś bez uzyskania takiej zgody, umowa ma byc rozwiązana.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt