Start arrow Start arrow Prasówka arrow Gazeta Wyborcza arrow Czytelnicy Gazety zwiedzali warszawskie kanały
Czytelnicy Gazety zwiedzali warszawskie kanały
Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski 19.09.2004.
Poczuliśmy się jak bohaterowie filmu Kanał Andrzeja Wajdy. Gdy wraz z czytelnikami pochyłym burzowcem schodziliśmy nad Wisłę, na końcu kanału zatrzymała nas stalowa krata. Pracownicy wodociągów do końca trzymali to w tajemnicy

Niespodzianek było dużo więcej. Zaczęły się już rano, podczas zwiedzania przez czytelników tzw. syfonu pod rondem Dmowskiego. Mało kto zdawał sobie sprawę, że za skromnymi drzwiami w przejściu podziemnym kryje się ceglana komora o kilku poziomach. Po tej niezwykłej budowli oprowadzali Teresa Frączczak i Sławomir Szczepankiewicz z miejskich wodociągów.

- Ten syfon łączy kanały biegnące na różnych głębokościach. Powstał w czasach Lindleya, a przebudowano go w latach międzywojennych - objaśniała Teresa Frączczak.

- Są tu szczury? - zapytał ktoś ze zwiedzających. - Oczywiście. Szczur to nasz przyjaciel. Tam gdzie jest, tam jest życie. Nie trzeba zakładać masek - odpowiedział Sławomir Szczepankiewicz.

Po południu wybrana grupa sprawnych i zdrowych osób przeszła burzowcem, którym 60 lat temu przemieszczali się żołnierze Powstania Warszawskiego. Przez właz u zbiegu Freta, Nowomiejskiej i Mostowej zeszło ponad 20 osób. Wszyscy dobrze przygotowani - w sportowych butach i wygodnych spodniach. Niektórzy przynieśli latarki. Grupa ruszyła pochyłym korytarzem pod Mostową w kierunku Wisły.

- Uwaga, zwęża się! Uwaga, ślisko! Uwaga, ścieki! - ostrzegał co chwilę przewodnik z MPWiK.

Po kilkunastu minutach wędrówki gęsiego ujrzeliśmy wreszcie u wylotu światełko. Kilka minut później, człapiąc po kostki w ściekach, doszliśmy do brzegu Wisły, ale wylot był zamknięty kratą.

- Co teraz będzie? - zaniepokoiła się jedna z uczestniczek eskapady. Dreszcz emocji poczuli chyba wszyscy. Przewodnicy zarządzili powrót tą samą drogą.

Najtrudniej było w kanale pod Freta skręcającym w Długą. Ma nie więcej jak metr dwadzieścia wysokości. Tu pełzaliśmy na czworakach w całkowitych ciemnościach. Nietrudno było sobie wyobrazić, w jakich warunkach szli kanałami powstańcy. Tylko że my mieliśmy przewodników, karetkę pogotowia i silne latarki, a oni przedzierali się pod płonącym miastem, w absolutnych ciemnościach i milczeniu, często zanurzeni po pas w cuchnących ściekach. W dodatku każdy właz na powierzchnię mógł być śmiertelną pułapką, przez którą Niemcy wrzucali granaty.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt