Start
Spór o zabytkowe fortyfikacje
Dariusz Bartoszewicz 24.09.2003.
Budowa przy Racławickiej może zagrozić wałowi międzyfortowemu - twierdzi Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji

Między al. żwirki i Wigury a ul. Racławicką zaczęła się ogromna inwestycja - na osiedlu Marina Mokotów zamieszka ok. 5 tys. osób. Projekt realizuje spółka Fort Mokotów. Jej nazwa nie jest przypadkowa. Blisko stąd bowiem do Fortu Mokotów. Przypomina o tym tajemniczy nasyp ziemny porośnięty drzewami i przecięty wjazdem na teren budowy (przy Racławickiej 107).

- To wał, który kiedyś łączył Fort Mokotów z punktem oporu Rakowiec - mówi Stefan Fuglewicz, prezes warszawskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji. - Martwię się, bo jest coraz mniej czytelny. Nowa inwestycja może mu zagrozić.

Bez płotu na wale

Developer już przekształcił część zapuszczonego terenu w prywatny park. Laik może być zachwycony - pojawiły się żwirowe alejki, ławeczki, altanki i oświetlenie. Ale spec od fortyfikacji kręci nosem.

- Projektant zieleni powinien wyjść od historycznej formy, pokazać, jak taki wał międzyfortowy kiedyś wyglądał. A tak pewne jego elementy się gubią - twierdzi prezes Fuglewicz.

Uważa, że fosa została spłaszczona (\"chyba spychaczem\"), ziemię podsypano pod altanki, a alejki naruszają czytelny do niedawna układ fortyfikacji.

- Myślenie o tym, by postawić ogrodzenie na szczycie wału, też jest głupie. Płotami nie powinno się dzielić budowli fortecznych. Poza tym dzieciaki będą wbiegać, żeby zobaczyć, co jest za ogrodzeniem. Profil wału - już trochę rozmyty przez wodę - będzie coraz bardziej zdeformowany. Zacznie się obsypywać - martwi się Stefan Fuglewicz.

W urzędzie wojewódzkiego konserwatora zabytków zapewniają, że trzymają rękę na pulsie. - Wał jest pod naszą pieczą. Wszystkiego będziemy pilnować - zapewnia rzecznik Hanna Lewicka.

W spółce Fort Mokotów przyznają, że są dwa całkiem skrajne poglądy na temat fortyfikacji. Miłośnicy fortów najchętniej wycięliby wszystkie drzewa, by teren obsiać trawą i jak najbardziej uczytelnić kształt ziemnych obiektów. Z kolei konserwator przyrody nie pozwala usunąć nawet marnych samosiejek.

- My trawiastego fortu z fosą i bez drzew w tym miejscu nie zrobimy. Urządzimy park, a to, co widać i co budzi kontrowersje, jest na razie jedynie jego zajawką na potrzeby biura sprzedaży - uspokaja developer.

Zaklina się, że nikt nie szalał spychaczem w wyschniętej fosie.

Blisko złodziejskiej linii

Przy okazji prac porządkowych okazało się, że teren obecnej inwestycji (a kiedyś Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych) upodobali sobie doliniarze, być może ci grasujący w autobusach 175. Portmonetki i portfele, niektóre już zbutwiałe, wypełniły dwa plastikowe worki, każdy o pojemności 60 l. Tu koczowali też bezdomni, którzy po przetrząśnięciu pobliskich altanek śmietnikowych ściągali w krzaki rozmaite graty potrzebne w codziennym życiu. Dlatego - choć to dopiero początek wielkiego sprzątania - z terenu przyszłej Mariny Mokotów wywieziono już kilkadziesiąt wywrotek śmieci.

- Przy okazji budowy osiedla Marina Mokotów developer powinien odtworzyć profil forteczny czyli profil wału i fosy z wodą, tym bardziej że zamierza urządzić sztuczne jezioro na swoim terenie. Warto też pomyśleć o urządzeniu ławki strzeleckiej na przedpiersiu - radzi prezes Stefan Fuglewicz.

Podobnie jak większość wolałby, by teren parkowy był otwarty dla wszystkich. - Jeśli już stawiać nowe ogrodzenie, to lepiej u podnóża wału, a nie na jego szczycie - zaznacza.

- Szkoda, że miłośnicy fortyfikacji nie interesowali się tym miejscem, kiedy służyło za wysypisko śmieci i starych opon. My chcemy ten teren poprawić, a nie popsuć. Jesteśmy otwarci na dialog - zapewnia dr Stefan Kuryłowicz, główny projektant Mariny Mokotów.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt