Start
Rozsypują się na naszych oczach
Joanna Tańska 29.06.2000.
żoliborz jako jedna z nielicznych dzielnic Warszawy może pochwalić się posiadaniem unikatowych zabytków architektury wojskowej. Niestety, stan techniczny tych budynków z pewnością nie przynosi chwały dzielnicy.

Po upadku powstania listopadowego car Mikołaj I postanowił wybudować twierdzę, której potęga przypominałaby Polakom, że ich marzenia o niepodległości są mrzonką. 31 maja 1832 roku ruszyła budowa Cytadeli (podstawowe prace fortyfikacyjne ukończono już w 1836 roku). Od 1846 roku zaczęto dobudowywać 6 fortów otaczających twierdzę. Właściwie ich rozbudowa i konserwacja trwała do 1914 roku. Później obiekty te zostały skazane na powolne niszczenie. Powierzchnia właściwej Cytadeli to 10.5 ha, natomiast cały obszar forteczny wynosił aż 67 hektarów.

Do naszych czasów na żoliborzu przetrwał jedynie Fort Sokolnickiego. Zachowały się jednak inne perełki architektury militarnej - dwie działobitnie w kształcie półksiężyca, obie wpisane do rejestru zabytków.

Przez długie lata nie dbano o te budowle, tłumacząc, iż przecież to obiekty wzniesione przez carskie wojska, że miały służyć w walce przeciwko Polakom. Przyglądano się więc biernie jak ocalałe z wojennej pożogi, obiekty powoli popadały w ruinę. Nie miało większego znaczenia ani to, że budowle te mają półtora wieku, ani to, że są ewenementem na skalę europejską.

- Dziwię się, że mając takie atrakcje na swoim terenie ani gmina Centrum, ani dzielnica żoliborz praktycznie w ogóle nie troszczy się o ich los. Latami ciągną się sprawy przejęcia tych obiektów lub wydzierżawienia ich firmom, które zajęłyby się ich konserwacją. Odnoszę wrażenie, że samorządowców nie obchodzi los narodowych zabytków. Zresztą najlepszym dowodem na to, jak mało ważne są dla lokalnych władz jest obecny wygląd tych powoli rozpadających się obiektów - mówił nam jeden z urzędników gminy Centrum.

Andrzej Kawka, rzecznik prasowy urzędu dzielnicy odpiera zarzuty, że dzielnica nie stara się ratować znajdujących się na terenie żoliborza zabytków architektury wojskowej. - Robimy, co możemy - tłumaczy.

Stolarz w działobitni

Przez kilkadziesiąt lat bezczynnie przyglądano się jak niszczeje działobitnia u wylotu al. Wojska Polskiego. Przez lata mieścił się tu... zakład stolarski. Jest jednak nadzieja na to, że obiekt odzyska wkrótce swój blask. W maju odbył się przetarg na wynajęcie go innej firmie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zwycięzca zaoferował niebagatelną sumę, którą ma przeznaczyć na odrestaurowanie zabytku. Co będzie się w nim mieścić, jest na razie okryte tajemnicą.

Dlaczego jednak z przetargiem czekano tak długo, tj. do momentu, gdy działobitnia niemal zupełnie została zdewastowana przez czas i wandali?

- Nie mogliśmy wcześniej nic zrobić w sprawie tego obiektu, bo obowiązywała nas umowa dzierżawy z zakładem stolarskim, którą zawarły poprzednie władze żoliborza - tłumaczy Andrzej Kawka, rzecznik urzędu dzielnicy.

Miejmy nadzieję, że władze dzielnicy zdążą również uratować działobitnię przy ul. Krajewskiego 2a. Wydaje się, że jeszcze parę lat, a z półokrągłej budowli pozostanie jedynie kupa gruzu. A szkoda, bo obiekt wciąż, mimo okaleczeń może zachwycać swą urodą.

Samochód zamiast działa

Część zabytku wykorzystywana jest obecnie na... garaże. Po zewnętrznej stronie murów rosną wysokie na co najmniej metr chaszcze, w których latem odbywają się alkoholowe imprezy. Jest nawet prowizoryczny warsztat samochodowy.

Dwadzieścia lat temu Muzeum Historyczne m. st. Warszawy chciało przejąć i zagospodarować budowlę na magazyn muzealny. Niestety, samochody okazały się ważniejsze. Garaży nijak nie można było stamtąd usunąć (mimo że w 1984 roku uzyskano nakaz ich eksmisji).

Jak się okazuje w urzędzie dzielnicy przypomniano sobie w końcu i o tym zabytku.

- Na początku tego roku wystąpiliśmy do generalnego konserwatora zabytków z prośbą o wydanie opinii: co może się mieścić w tym obiekcie? Z odpowiedzi, jaką uzyskaliśmy wynikało, że właściwie nic. W maju postanowiliśmy ponownie zwrócić się do konserwatora zabytków. Czekamy teraz na jego odpowiedź. Jeśli zmieni poprzednie postanowienie, to, być może, już na początku roku wystawimy obiekt na przetarg - opowiada Andrzej Kawka.

Pecha mają także zabytkowe obiekty forteczne, tzw. lunety, znajdujące się w parku żeromskiego. Pod koniec grudnia 1998 roku dzielnica wydzierżawiła je spółce Piotra Gesslera i Waldemara Stańczyka. Jeszcze w 1999 roku budowle miały zostać odnowione. Według planów, miały tu powstać restauracja i kawiarnia. Prace jednak utknęły już na wstępie, kiedy się okazało, że konserwator przyrody nie chce wydać zgody na przejazd samochodów dostawczych przez park. Inwestor odłożył więc zamierzony remont.

Kto utrzyma Fort Sokolnickiego

W najlepszym stanie technicznym jest Fort Sokolnickiego znajdujący się na terenie parku żeromskiego, choć jego kondycja nie jest znakomita. Budynek należy obecnie do wojska, które wynajmuje połowę obiektu dbającej o niego Fundacji Dziecko i Sztuka.

Od początku lat 90. żoliborscy samorządowcy starają się o komunalizację historycznego fortu i przeznaczenie go na szeroko pojętą działalność kulturalną. Na razie jednak dziesięcioletnia wymiana pism, listów otwartych i petycji do różnego rodzaju instytucji nie przyniosła oczekiwanego skutku.

Podczas ostatniej sesji rady dzielnicy, rajcy opowiedzieli się za stworzeniem tu Centrum Promocji Kultury. Działania te - choć chwalebne - przypominają jednak nieco dzielenie skóry na niedźwiedziu.

Wojsko, owszem przyznaje, że mogłaby opuścić budynek, ale nie ma co zrobić z przechowywanym tu wojskowym archiwum. Jeśli znajdzie się odpowiedni lokal (a o to nie jest tak prosto), to fort może zostać oddany na przetarg. Nie ma jednak większych szans, że stanie się tak jeszcze w tym roku.

Warszawskie zabytki doczekały się swoich obrońców. Od 10 lat działa Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji, które nie daje zapomnieć urzędnikom o tym, że o ocalałe, lecz zaniedbane forty trzeba się zatroszczyć.

- Wysłaliśmy już dziesiątki pism do różnych instytucji w sprawie stołecznych zabytków architektury obronnej. Chcielibyśmy, aby były one przekształcane na placówki ogólnie dostępne, tak aby każdy mógł je zwiedzać, i poznawać w ten sposób historię Polski. Niestety, najczęściej nawet nie otrzymujemy odpowiedzi, ale nie zniechęca nas to do działania - mówi Zbigniew Rekuć, prezes koła podziemnej architektury obronnej przy oddziale warszawskim Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt