Start arrow Start arrow Prasówka arrow Życie Warszawy arrow A miało być jak w bajce
A miało być jak w bajce
Sławomir Ślubowski 03.02.2003.
Nic się nie dzieje w forcie Bema! - alarmują Czytelnicy (żW). - Po co w takim razie wycinano piękne drzewa? - Czekamy na pieniądze - replikują dzielnicowi urzędnicy. Jak je dostaniemy, wznowimy prace.

Fort Bema: zarośnięty starymi drzewami, pełen tajemniczych zakamarków. Ulubione miejsce tych, którzy wiedzieli, jak tu, w boczną część uL Powązkowskiej, dojść. Miejsce magiczne, jakby z innej bajki, kameralna wyspa w środku miasta.

W fortecznej restauracji można było zjeść kurę kradzioną po cygańsku, ucho z wieprza, które spieprza, czyli po prostu plastry pieczonego boczku, i inne dania o podobnych nazwach. Przy żywym kominku pieczono kiełbaski, a żądni wrażeń estetycznych mogli oglądać malowidła niekomercyjnych artystów. Całości dopełniały dwa wozy cygańskie i subtelna muzyka. Jedni byli zachwyceni i traktowali to miejsce jak kultowe, drudzy - mówili, że takiego kiczu próżno szukać nawet na wiejskim odpuście.

Wojna na pniaki i gałęzie

Wczesną jesienią ubiegłego roku wybuchła tu wojna - niemal dosłownie. Urzędnicy gminy Bemowo, do której teren należy, wynajęli pilarzy. Ci wyrżnęli większość drzew. Wybuchły protesty. Nic nie dały. Urzędnicy argumentowali: trzeba tu zrobić wreszcie porządek. Nie może być tak dziko. Drzewa korzeniami rozsadzają mury. Fosa przypomina ściek. Czas zmienić tę złą bajkę. No i zmieniono. Fort stał się łysy. łyse są otaczające go skarpy. W zamian władze obiecały, że będzie pięknie. Będą ścieżki rowerowe, uregulowana fosa, odnowiony mostek prowadzący do zabytko wych zabudowań fortecznych. Energii starczyło na wycinkę drzew, umocnienie skarp specjalnym matami.

Jedno wielkie nic

Teraz nic się nie dzieje. Z dachu budowli wystają wrośnięte w nią, niewycięte pniaki. Na dole dalej można posilić się daniami myśliwskimi. Dania serwuje firma, która, zdaniem urzędników, jest tu nielegalnie. Sam fort po metamorfozie wygląda jak widmo. Zamiast zachęcać do spacerów, zdecydowanie odstrasza. Nie ma ani tajemniczości, ani nowoczesności. Jest jedno wielkie nic. Kolejne nijakie miejsce, nijakie, jak całe Bemowo.

Wszystko rozbija się o pieniądze. Dzielnica Bemowo przeznaczyła w tym roku półtora miliona złotych na renowację tego terenu: oczyszczenie i uporządkowanie fosy, budowę nowego mostku, przepompownię ścieków. Sęk w tym, że są to wirtualne banknoty. Dzielnica nie może na razie ich wydać.

- Nie mamy już samodzielności finansowej - mówi wiceburmistrz Stanisław Pawełczyk. - O tym, czy dostaniemy te pieniądze, czy nie, zdecyduje Rada Warszawy, gdy tylko przyjmie budżet Ma na to czas do 31 marca.

Władze dzielnicy nie wycofują się z obietnic - chcą kontynuować zaczęte dzieło i sprawić, by mieszkańcy mieli miejsce, jakiego nie ma nigdzie w stolicy. Ale to wszystko zależy teraz od radnych miasta.

Zły koniec bajki

Rajcy mogą zostawić dzielnicy Bemowo pieniądze - i wtedy roboty ruszą z kopyta, a fort najpóźniej jesienią zmieni się nie do poznania. Mogą zostawić tylko część i wówczas wykonane będą tylko niektóre prace. A może się jednak też okazać, że sny Bemowa o przekształceniu dzikiego terenu w miejsce rekreacyjne pozostaną tylko snami. Skądinąd wiadomo, że dla tych, co o pieniądzach decydują, ważniejsze są dziury w jezdniach, budowa metra, nowych ulic, utrzymanie teatrów, szpitali, budynków komunalnych niż jakiś tam fort Bema. Na razie bajka o pięknym forcie kończy się smutno. Mieszkańcy stracili ulubione miejsce magiczne, nie zyskując nic w zamian.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


Legionowo
Modlin
Warszawa
Zegrze
Kontakt